Jacek Kaczmarski Potepienie Rozkoszy - Lyrics Hosting

Artists: A|B|C|D|E|F|G|H|I|J|K|L|M|N|O|P|Q|R|S|T|U|V|W|X|Y|Z|0-9

free music lyrics to Potepienie Rozkoszy

: featuring 300,000+ songs and music lyrics from 30,000+ artist's lyrics :

Home
Lyrics Search
Request Lyrics
Submit Lyrics
Tell A Friend
Contact


Partners:
Songs Lyrics
Free Lyrics
Free Image Hosting

Potepienie Rozkoszy lyrics

by Jacek Kaczmarski


Rzecz to powszechna dosyc
W heterogennych sferach
ze jemu cos sie wznosi,
A jej sie cos otwiera.
Czy temu winien Ksiezyc,
Czy tym sie zywia dzieje -
ze jemu cos sie prezy,
A jej cos wilgotnieje?

Choc moze dosc niesmacznie
Zaglebiac sie w te tresci -
Kiedy juz on z nia zacznie
- Ona go w sobie zmiesci.
I krzyczac wnieboglosy
W ud go pochwyci kleszcze...
On wkrotce ma juz dosyc,
A ona wciaz chce jeszcze.

We wstydzie potem brodzi
I On i Ona - troszke,
Bo przeciez nie uchodzi
Znac na tym swiecie rozkosz.
Bo kiedy raz jej juz sie
Poddalo i zaznalo,
To potem znow sie musi
I ciagle im za malo.

A swiat ten, wszyscy wiedza,
Nie dla rozkoszy stworzon -
Bo jest wiecznosci miedza,
Uprzeza i obroza.
Kieratem i wedzidlem,
Nieodkupiona meka -
Wiedz o tym, gdy w malignie
Po rozkosz siegniesz reka.

Poznalem ten dylemat
I nieraz w nocy krzycze -
Gdy sil na rozkosz nie mam,
Na wiecznosc juz nie licze.
Lecz zyc z nadzieja - znosnie,
I na nia chwile trwonie -
ze we mnie cos urosnie
I znow mnie cos pochlonie!